Jaką poradę dałam świeżo upieczonej mamie

Od dawna TO planujesz, emocje sięgają zenitu, ale czekasz na idealny ten moment. Tymczasem życie Cię zaskakuje, coś się wydarza a Ty znajdujesz swoją odpowiedź. Tak właśnie było w moim przypadku, gdy szukałam pomysłu na mój pierwszy blogowy wpis, który właśnie czytasz.  

O tym, że jesienią pojawi się nowy członek w naszej rodzinie wiedziałam oczywiście od dawna. Ale jakoś tak mam, że to, na co od dawna czekam i tak mnie zaskakuje jak już się wydarzy.

Na początku października moja szwagierka Judyta (www.zudit.pl) urodziła piękną córeczkę. Gdy zobaczyłam zdjęcie słodkiego niemowlaka, który od teraz będzie już częścią naszej rodziny, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeniosłam się w czasie o ponad 12 lat wstecz. I pojawił się impuls, za którym natychmiast poszłam i już miałam pewność o czym będzie pierwszy wpis na moim blogu.

Będzie o jednej radzie, którą mogę dać Judycie oraz wszystkim innym świeżo upieczonym mamom. I choć nie lubię dawać rad, to ta jest dla mnie usprawiedliwiona, wyjątkowa i ważna.

Jaka to jest rada? Zaraz Wam powiem, ale zacznę od mojej własnej krótkiej historii.

Gdy rodzi się pierwsze dziecko

Ponad 12 lat temu na świecie pojawił się mój syn, który był moim pierwszym dzieckiem. Szukałam informacji, jak się w tym chaosie pourodzeniowym odnaleźć. Na rynku dostępne były poradniki o tym jak przewijać, co dawać jeść i jak często. To nie było to, czego szukałam. Dodam, że Facebook oraz blogi nie istniały, a o rozwoju osobistym jeszcze nie słyszałam.

Byłam zagubiona, a odpowiedzi na moje rozterki szukałam na forach internetowych, jedynym na owe czasy wirtualnym miejscu, w którym spotykały się mamy.

Ciągle słyszałam głosy

Od pierwszego dnia narodzin mojego syna bardzo dużo nosiłam go na rękach (o noszeniu w chustach chyba jeszcze nikt w Polsce nie słyszał) więc ciągle słyszałam głosy, że go przyzwyczaję, że uzależnię od siebie i że z domu nie będę mogła wyjść.

A jak był starszy, to gdy wsłuchiwałam się w jego potrzeby i całowałam rozbite kolanko (nie muszę mówić, że o idei NVC wtedy też nie słyszałam) to dowiedziałam się, że wychowam mimozę.

Oliwy do ognia dodawał fakt, że spałam z niemowlakiem (na pewno go uduszę!) i że jako pierwsza, i jedyna wśród znanymi mi wtedy świeżo upieczonych mam, woziłam go w trójkołowcu (na pewno z niego wypadnie!).

Tych porad było dużo więcej. To były głosy osób, które zapewne chciały dobrze, ale nie były mną, nie wiedziały, czego ja sama pragnę dla mego dziecka. To często były głosy „wujków i cioć dobra rada”, którzy wychowywali swoje dzieci 30 lat wcześniej.

No i stawałam się coraz bardziej zagubiona i sfrustrowana. Chciałam nosić moje dziecko na rękach, jednocześnie bałam się konsekwencji, którymi straszyły mnie bardziej doświadczone mamy.

Na szczęście pojawił się głos ze wspomnianego forum, który na moje pytanie „To w końcu mam dziecko nosić na rękach, czy nie?” odpowiedział „A kiedy będziesz nosić? Jak będzie nastolatkiem?”. Dosadnie, prosto i konkretnie.

Aż zaczęłam słyszeć swój głos

Dziękuję Ci głosie z forum. To dzięki tobie zrozumiałam, że każdy będzie radził mi coś innego i każdy będzie oceniał daną sytuację przez pryzmat swoich potrzeb, światopoglądu i doświadczeń. Przez pryzmat swoich lęków, obaw i przekonań.

Wtedy przestałam słuchać głosów z zewnątrz, a zaczęłam słuchać mego głosu wewnętrznego. Okazało się, że on był najlepszym doradcą.

Dziś mój syn ma prawie 13 lat. Jest nastolatkiem. Już nie potrzebuje, żebym go nosiła na rękach, ani nadmiernie pochylała nad rozbitym kolanem. Jednak ponieważ zawsze byłam przy nim, czujna na jego potrzeby, mam z nim do dziś nić porozumienia i bliski kontakt. 

Czasem słucham rad innych osób, ale to zawsze ja jestem tą osobą, która ostatecznie decyduje, co z tą radą zrobi.

Śmieszne może więc być to, że teraz to ja Ci coś radzę, ale czuję, że taka „porada” oprócz tego, że jest  usprawiedliwiona, to jest też wyjątkowa i ważna.  

Świeżo upieczona mamo! 

To naturalne, że możesz czuć się zagubiona i sfrustrowana. Rozmawiaj, pytaj, czytaj, szukaj odpowiedzi na Twoje pytania i wątpliwości. I zawsze sprawdzaj, czy to co usłyszysz jest zgodne z Twoimi, i Twego partnera, przekonaniami, wartościami i pomysłem na wychowywanie.

Stąd moja porada to: Słuchaj siebieSprawdzaj, co jest Twoje, a co nie.

Moją poradę też tak sprawdź.  

Powodzenia.  Wspieram Cię na tej nowej drodze życia!

Spodobał Ci się artykuł? Uważasz, że jest wartościowy? Jeśli tak, to bardzo się cieszę 🙂

Udostępnij go proszę lub skomentuj. To dla mnie ważne, bo w napisanie go włożyłam dużo mego serca. Dziękuję. Asia

Share Button